Przy monumentalnych, przepięknych 50-głosowych organach z 1759 roku – uznawanych za jeden z najlepszych instrumentów na Śląsku – zasiadł Mateusz Rzewuski. Znakomity organista, który z sentymentem wraca na koncerty w tym właśnie miejscu, bo w 2013 roku został w Bardzie laureatem I nagrody na Międzynarodowym Konkursie „Organiści Młodej Europy”. Artysta doświadczony, bardzo ceniony przez publiczność za precyzję, jasność brzmienia i za przekonujące interpretacji, które pokazują wyrafinowaną technikę połączoną z głęboką refleksją nad przesłaniem wybranych kompozycji. Program wieczoru te cechy w praktyce wykonawczej podkreślał, a został ułożony tak, żeby pokazać z jednej strony zmieniające się trendy w muzyce organowej, a z drugiej trwałość wzajemnej inspiracji autorów. Koncert otworzyły Preludium i fuga h-moll, BWV 544 Johanna Sebastiana Bacha. Utwór połączony – za sprawą tradycji – z kantatą żałobną Laß, Fürstin, laß noch einen Strahl BWV 198, skomponowanej na śmierć królowej Krystyny Eberhardyny, żony Augusta II Mocnego. Preludium – długie i momentami dramatyczne w wyrazie – wprowadziło słuchających do Fugi, a ta, choć utrzymana w tej samej tonacji, wybrzmiała, w interpretacji Mateusza Rzewuskiego, jako znakomita realizacja muzyki dojrzałego Bacha. Dwa Preludia chorałowe Johannesa Brahmsa z op. 122, nr 7 O Gott, du frommer Gott oraz nr 11 O Welt, ich muss dich lassen pozwoliły publiczności zestawić ze sobą kilka sfer myślenia o muzyce wykonywanej tego wieczoru. Wśród nich takie: jak do tradycji bachowskiej sięgał późny romantyk, jaki wpływ na kompozycje z cyklu miały wydarzenia z życia kompozytora (śmierć przyjaciółki Clary Schumann, własna choroba) czy wreszcie dlaczego właśnie takie teksty chorałowe jako inspirujące wybrał kompozytor?

W drugiej części bardzkiego recitalu zabrzmiało Capriccio fis-moll op. 36 nr 3 Mieczysława Surzyńskiego, którego dość często określa się jako jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego (późnego) romantyzmu organowego. Utwór pochodzi ze zbioru Impromptu na organy op. 36, w którym obok Capriccia znalazły się Toccata, Chant triste i Pastorale. Samo Capriccio to miniatura o żywym, zmiennym charakterze, pełna wirtuozowskich fragmentów i co także szybko zauważone (usłyszane) szybkich zwrotów nastroju. Kompozycje Surzyńskiego niezbyt często są prezentowane w czasie koncertów. Wybór i zajmujące wykonanie przez Mateusza Rzewuskiego tego właśnie dzieła pokazało, że utwory Mieczysława Surzyńskiego mogą być atrakcyjne zarówno dla wykonawców, jak i słuchaczy.

Wieczór zamknęła Sonata organowa D-dur op. 65 nr 5 Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego. Cały cykl w tym opusie składa się z sześciu utworów, a nr 5 należy do najbardziej znanych i najczęściej wykonywanych. I nie ma się co dziwić. Po niedługich dwóch częściach (Andante, Andante con moto), wkraczamy do części trzeciej (Allegro maestoso), która korzystając z inspiracji Fugami Bacha, pozwala na popisowy, błyskotliwy, rozbudowany finał i który w interpretacji gościa DFM połączył techniczną brawurę z głęboką, przekonującą ekspresją.

Dobór programu oraz jego wykonanie pozwoliły ukazać artystyczną i biograficzną podróż przez epoki, wskazać źródła inspiracji, odnaleźć, wspólnie z interpretatorem, najistotniejsze cechy spotkania z muzyką organową. W tym właśnie miejscu i wykonywaną dla publiczności na tym właśnie instrumencie. To jest niespotykana moc!





Napisz komentarz
Komentarze