Kilkumiesięczne przygotowania, dziesiątki godzin treningów, mnóstwo pracy organizacyjnej — i nagle okazuje się, że autobus rusza, a przed młodymi piłkarkami 1200 km drogi w jedną stronę. Tegoroczny wyjazd na 9-dniowy turniej w Danii był już czwartym w historii sekcji kobiet. Ktoś zapyta: czy warto przebyć taki dystans, nie przespać nocy, znosić trudy rywalizacji, wzloty i upadki na boisku? Odpowiedź brzmi: tak, zdecydowanie warto. Bo tych wspomnień dziewczynkom już nikt nie zabierze.
Nie chodzi bynajmniej tylko o sukces sportowy. Chodzi o piłkarską przygodę z wątkiem poznawania nowych kultur, tradycji i obyczajów, które można było zaobserwować na turnieju. Ale nadrzędną wartością była radość młodych zawodniczek naszego klubu, które wzięły udział w tym piłkarskim święcie w Danii.
Starsza grupa — trampkarki — trafiły do grupy z samymi drużynami z Norwegii. Wszyscy skazywali nas na pożarcie, ale mimo okrojonego składu dziewczyny dały radę. Niestety, nie udało się wyjść z grupy do finałów A, a pierwszy mecz pucharowy w finałach B również przyniósł porażkę. Trampkarki stanęły jednak na wysokości zadania w inny sposób — w niesamowitym tempie dopingowały swoje młodsze koleżanki, tworząc na trybunach głośny i zaraźliwy polski akcent.
Orliczki w fazie grupowej zmierzyły się z drużynami NSA, Tårs/Ugilt IF, Lundergård IU oraz Heming IL. Dwa razy trzeba było uznać wyższość przeciwnika, ale dwa razy Orliczki schodziły z murawy z tarczą. Odrobina szczęścia boiskowego sprawiłaby, że wyszłyby z grupy — finały A jednak w tym roku nie dla nich.
Za to finały B okazały się istnym marszem triumfalnym tych młodych adeptek piłki. Mecze trudne, toczone na tzw. styku, ale piękno sportu tkwi w walce do końca — i to właśnie taki polski charakter pokazały nasze dziewczynki. W finałach B szczęście już dopisało. Strzelanie zwycięskiej bramki w ostatniej minucie — dwa razy z rzędu — i dalsze pięcie się w drabince turnieju pokazało, jaki potencjał charakterologiczny tkwi w tej drużynie.
W kategorii rywalizowały drużyny z Norwegii, USA, Szwecji, Polski i Wysp Owczych — łącznie 22 zespoły. Ktoś może powiedzieć, że finały B to finały pocieszenia. Ale kto nie chciałby wygrać pucharu UEFA, skoro finały A to liga mistrzyń? Traktujmy to jako wygranie trofeum Europy.
Podczas wyjazdu nie obyło się bez wydarzeń niezwiązanych z piłką: wspólny grill, oglądanie finału Mundialu, spacer nad Morze Północne, zwiedzanie bunkrów z czasów II wojny światowej oraz tradycyjny chrzest piłkarski. To tydzień emocji i zmęczenia, ale przede wszystkim wielkiej radości, gdy orliczki wraz z trenerką Karoliną Tylak wznoszą puchar za triumf w finale B.
Ogromna życzliwość organizatorów. Sympatia innych drużyn. Wspólne śpiewy w autobusie podczas dojazdów na mecze. Ale chyba najpiękniejsza była ta scena: dumnie krocząc z pucharem po boiskach w centrum piłkarskim Hjorring — nie ważne, czy to chłopcy, rywalki z boiska, trenerzy czy organizatorzy — bili brawo dla naszych dziewczyn. W Polsce coś takiego jest trudne do wyobrażenia. Nasze małe pociechy czuły się, jakby wygrały mistrzostwa świata.
Turniej, na który na pewno będziemy się szykować za rok. Ze swojej strony pragniemy podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego sukcesu: sztabowi szkoleniowemu, rodzicom i sponsorom. Wielkie podziękowania dla Darii i Leny Kołodziej, które świetnie spisały się w roli fotografów. Poniżej zdjęcia w ich wykonaniu.
Czwarty wyjazd sekcji kobiet na turniej w Danii przyniósł puchar finałów B dla Orliczek oraz sportową lekcję charakteru dla trampkarek. 9 dni, 1200 km w jedną stronę i 22 drużyny z pięciu krajów stworzyły piłkarskie święto, w którym sportowa rywalizacja była tylko częścią wartości. Najważniejsze? Radość dziewcząt, dumnie niesionych z pucharem przez centrum piłkarskie w Hjorring, i brawa, jakie biły im rywalki i organizatorzy. Za rok wracamy.










Napisz komentarz
Komentarze