Burmistrz Mirosław Jarosz, sprawujący władzę od lat, stał się celem fali krytyki. Referendum, zainicjowane przez opozycję i poparte tysiącami podpisów, stało się kulminacją narastających sporów o inwestycje, finanse i zarządzanie kryzysami.
Głosowanie trwało od rana do wieczora, z frekwencją przekraczającą oczekiwania. Wynik? 3056 "tak" za odwołaniem – liczba symboliczna, jak grom z jasnego nieba. Przeciwko było mniej, a nieważne głosy nie zaważyły na wyniku. Komisja wyborcza potwierdziła ważność plebiscytu już w poniedziałek rano.
Co skłoniło mieszkańców do takiego kroku? Kontrowersje wokół opóźnionych remontów dróg, wzrostu opłat lokalnych i braku dialogu z mieszkańcami. Jarosz, dawniej popularny, stracił poparcie przez serię wpadek – od sporów z radnymi po krytykę za promocję turystyczną regionu. "Czas na świeży powiew" – skandowali zwolennicy zmian przy lokalnych urnach.
Teraz Sobótka szykuje się do przedterminowych wyborów. Wojewoda dolnośląski mianuje komisarza, a mieszkańcy czekają na kandydata, który przywróci zaufanie. To lekcja demokracji z małego miasta: głos ludu jest najgłośniejszy.








Napisz komentarz
Komentarze